login:
hasło:

Dzieduszyccy w życiu publicznym kraju ostatnich trzech stuleci

W dziejach każdego narodu znaleźć można rody szczególnie zasłużone dla jego rozwoju politycznego, gospodarczego czy kulturalnego. Powszechnie znane są dynastie panujące wpływające na losy nie tylko jednego kraju, ale w pewnych okresach także Europy i świata. Obok rodów, których przedstawiciele bywali wynoszeni na trony i namaszczani, w kulturze europejskiej szczególne miejsce zajęły rodziny arystokratyczne o mniej lub bardziej głośnych nazwiskach. W poszczególnych epokach ich przedstawiciele pełnili ważne urzędy państwowe, co na ogół wzmacniało zarówno prestiż rodziny, jak i pozycję materialną. Ta ostatnia ulegała też zmianie dzięki różnorakim koligacjom rodzinnym (dziedziczeniom, małżeństwom itd.). Jedne rody wymierały, inne rozrastały się zajmując ich miejsce w hierarchii społecznej, w polityce i gospodarce. W pamięci potomnych trwały ślad zapisywały natomiast jednostki wybitne, realizujące swe ponadprzeciętne możliwości wynikające z urodzenia ku pożytkowi kraju i społeczeństwa, stawiając sobie pomniki dokonaniami politycznymi, ale częściej kulturalnymi. Poznanie dziejów jednej rodziny pozwala niekiedy lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące zarówno wielką, jak i małą polityką na danym obszarze.
W okresie I Rzeczypospolitej droga do osiągnięcia wysokiej pozycji w społeczeństwie szlacheckim, wybicia się ponad stan średni, wymagała zdobywania kolejnych godności i urzędów ziemskich. Istotną rolę w mechanizmach awansu odgrywał czynnik życia politycznego, skoncentrowanego na dworze królewskim. Posiadanie rozległych posiadłości prowadziło wprost do urzędów senatorskich, a także udziału w dochodach państwa dzięki dzierżawom rozległych starostw. Potęga ekonomiczna zapewniała z kolei niezależność polityczną.

Dzieduszyccy, wywodzący się korzeniami z Rusi Czerwonej, do końca XVI w. pozostawali w gronie średniej szlachty rywalizującej z polskim rycerstwem o przywileje stanowe, ulegali też stopniowej asymilacji. Sprzyjało temu powszechnie praktykowane wśród rycerstwa ruskiego przechodzenie na katolicyzm, co stało się też udziałem Dzieduszyckich, jako że droga do awansu wiodła przez przyjęcie katolicyzmu i polonizację. W XVII w. kolejne pokolenia nie tylko pomnażały odziedziczony majątek, ale sięgały po coraz wyższe godności, zapoczątkowując stulecie senatorskie Dzieduszyckich. W 1604 roku Jerzy (1575-­1641), służący krajowi rycersko (walczył przeciw Nalewajce /1595/, Wołochom /1600/ i Tatarom pod komendą hetmanów Jana Zamoyskiego i Stanisława Żółkiewskiego) uzyskał kasztelanię lubaczowską, a więc zasiadł w 142-osobowym senacie. Kasztelania ta po śmierci Jerzego przeszła na kilka zaledwie lat w obce ręce, bo już w 1646 r. król Władysław IV obdarzył nią jego syna Aleksandra.

Wiek XVII odegrał decydującą rolę dla rozwoju wielkich fortun magnackich. Wojny niszczyły przede wszystkim drobną i średnią szlachtę, powodując jeszcze większą kumulację ziemi w rękach najbogatszych. Wówczas można było najwięcej stracić, ale i najwięcej zyskać. Trzy pokolenia Dzieduszyckich zapracowały w tym czasie na ustalenie mocnej pozycji rodziny wśród lokalnej magnaterii. Dzieci Aleksandra współmałżonków wybierały już z rodzin "senatorskich", m.in. Stadnickich i Jabłonowskich. Spokrewnienie się z Jabłonowskimi było z jednej strony dowodem pozycji samych Dzieduszyckich, a z drugiej umożliwiało dalszy awans w hierarchii urzędniczej Rzeczypospolitej, co potwierdza błyskotliwa kariera Franciszka Dzieduszyckiego (1640-1704), który jako 18-letni młodzieniec poślubił Zofię Jabłonowską, siostrę późniejszego hetmana Stanisława. W 1682 r. zasiadł w senacie, zostając kasztelanem kijowskim, a w 1689 r. zajął w nim 13 krzesło, najwyższe spośród Dzieduszyckich, jako wojewoda podolski. Kolejne godności Franciszka powiązane były bez wątpienia ze wzrastającą rolą w życiu politycznym kraju Stanisława Jabłonowskiego, w końcu pierwszego senatora Rzeczypospolitej i osoby mającej nawet aspiracje do korony.
Dzięki Jabłonowskim nazwisko Dzieduszyckich na trwałe związało się też ze Stanisławem Leszczyńskim, późniejszym królem Polski i ojcem Marii, królowej Francji. Matką Leszczyńskiego była Anna, córka Stanisława Jabłonowskiego. Przyszłego króla trzymał do chrztu we Lwowie (1677) sam hetman (dziadek) i jego siostra Zofia Dzieduszycka. Na początku XVIII w. zabłysnął syn Zofii i Franciszka, Jerzy Dzieduszycki (1670-1730), znakomicie wykształcony, biegle mówiący kilkoma językami, co zdecydowanie wyróżniało go na tle ówczesnej szlachty. Związany ze stronnictwem hetmańskim, witał wytworną łaciną w Tarnowskich Górach, w imieniu "rycerstwa polskiego", wybranego królem Augusta II. Ten dostrzegł w nim znakomity materiał na dyplomatę i wysłał (1697) z delikatną misją do papieża Innocentego XII, obdarzając przed wyjazdem tytułem hrabiowskim. Później wynagrodził go też honorowym tytułem łowczego wielkiego koronnego (1703). Jerzy był ogromnym oryginałem, człowiekiem z ambicjami literackimi. Kilkanaście ostatnich lat życia spędził w Cucułowcach pod Żydaczowem (nazywanych "polskim Wersalem"), budując tam wspaniałą rezydencję-miasteczko: pałac, stajnie, łaźnie; założył piękne ogrody i park z wodotryskami i kaskadami. Sprowadzał rzemieślników, malarzy, snycerzy, sztukatorów. W kaplicy umieścił ofiarowane mu przez papieża relikwie św. Benedykta. Zebrał liczącą ponad 3,5 tys. dzieł bibliotekę oraz kolekcję około 140 obrazów malarzy włoskich. Wszystko to uległo później rozproszeniu, jako że Jerzy zmarł w 1730 r. bezpotomnie.

Ciągłość rodu zapewnili potomkowie innej gałęzi: Tadeusz i Dominik, którzy położyli mocne podwaliny pod trwające do dziś linie Dzieduszyckich. Starszy Tadeusz Gerwazy (1724-1777) kontynuował rodzinne tradycje wojskowe, otrzymując w 1760 r. własną chorągiew pancerną. Politycznie związał się z obozem Czartoryskich, odgrywając wybitną rolę na sejmie konwokacyjnym 1764 r. Jako znakomity prawnik, należał do szeregu komisji sejmowych, w których prezentował racje stronnictwa reform. Sprzeciwiał się wolnej elekcji i liberum veto, dostrzegał niebezpieczeństwa grożące Rzeczypospolitej ze strony źle pojętej szlacheckiej wolności. Został mianowany jednym z 12 komisarzy skarbu koronnego, a wybrano go też do ułożenia pactów conventa z przyszłym królem. W ciągu kilku lat stał się jednym z najbardziej zaufanych stronników Czartoryskich, uzyskując w 1765 r. urząd cześnika wielkiego koronnego. "Familia" przeznaczyła go na marszałka sejmu w 1766 r., ale na skutek sprzeciwu ambasadora rosyjskiego Repnina został zastąpiony Celestynem Czaplicem. 

W tym okresie Tadeusz Dzieduszycki był już jednym z czterech regimentarzy, którym podporządkowano wojska koronne. Najwyższa wówczas władza wojskowa, tzw. "komisja Rzeczypospolitej wojska koronnego", kierowana przez ks. Augusta Czartoryskiego, powierzyła mu w 1765 r. dowództwo nad kawalerią podolską i pokucką. Zadaniem tych oddziałów było zabezpieczenie płd.-wsch. granicy Rzeczypospolitej, co w okresie silnego rozprzężenia struktur administracyjnych, jak i słabości państwa stawało się wręcz niewykonalne. Zwłaszcza, że w 1768 r. w podolskim miasteczku Bar, położonym na pograniczu tureckim zawiązała się konfederacja, która wkrótce ogarnęła cały kraj. Na stronę konfederacji zaczęły też przechodzić chorągwie wojska koronnego, niezadowolone z projektowanej przez Stanisława Augusta reformy kawalerii narodowej.

Tadeusz Dzieduszycki dowodząc wojskami koronnymi nie przystąpił do barżan, którzy akcentowali przecież walkę przeciw królowi. Nie chciał jednak walczyć także przeciwko nim, zwłaszcza że występowali przeciw Rosji i głosili hasła obrony wiary i wolności. Wkrótce jednak ambasador rosyjski Mikołaj Repnin wymógł na królu zwołanie rady senatu, a następnie podpisanie wysłanej przez nią do Petersburga prośby o pomoc zbrojną przeciw konfederacji. Postawiło to regimentarza przed koniecznością współdziałania z Rosjanami w zwalczaniu barżan. Przez pewien czas próbował dość niezręcznie powstrzymać rozprzestrzenianie się zbrojnego ruchu, unikał jednak bratobójczej walki, a nie zajęcie zdecydowanej postawy stało się jego dramatem. Ostatecznie opuścił szybko topniejące oddziały i po przejściu granicy z Mołdawią wysłał z Czerniowiec sprawozdanie do Warszawy i złożył swój urząd. Jego działalność musiała być nie najgorzej oceniana, skoro jeszcze przed pierwszym rozbiorem, bo w 1770 r., król mianował go generałem-leutnantem i udekorował orderem św. Stanisława.

Dokonany w 1772 r. rozbiór Rzeczypospolitej zdecydował w dużej mierze o przyszłości rodziny Dzieduszyckich. Większość majątków Tadeusza i Dominika znalazła się na terenach zajętych przez Habsburgów, co zmusiło ich do przyjęcia obywatelstwa austriackiego i znalezienia dla siebie miejsca w społeczeństwie galicyjskim. Tadeusz Gerwazy skorzystał z możliwości wystąpienia o nadanie tytułu arystokratycznego i już w 1775 r. otrzymał od cesarzowej Marii Teresy dyplom hrabiowski dla siebie i swoich następców. Był to drugi taki tytuł przyznany przez cesarzową w Galicji.

Tadeusz pozostawił po sobie 9-cioro dzieci, z których większość była w chwili jego śmierci małoletnia. Synowie dali początek czterem gałęziom rodu w linii starszej. Pierwszy z nich, Wiktoryn Walerian (1754-1832), w wieku 19 lat doktoryzował się w Wiedniu z matematyki, w 1775 r. był już szambelanem tamtejszego dworu; jeszcze w 1786 r. król Stanisław August Poniatowski przysłał mu order św. Stanisława, a sejmik podolski wybrał go posłem na sejm Rzeczypospolitej. Jego młodszy brat, Antoni Bazyli (1757-1817), jako początkujący dyplomata służył wówczas Rzeczypospolitej w poselstwie w Stambule. W bardziej sprzyjających czasach, w stabilnym kraju, obydwaj mieli szansę odegrać znaczącą rolę w życiu politycznym. Predestynowała ich do tego zarówno wysoka pozycja społeczna, staranne wykształcenie, jak i osobiste uzdolnienia. 

Antoni, wykształcony w Warszawie i w Wiedniu, umieszczony przez ojca w 1776 r. w departamencie spraw zagranicznych Rady Nieustającej, a od następnego roku znalazł się w składzie polskiego poselstwa w Stambule. Spędził tam 4 lata, z których dwa ostatnie jako charge d'affaires. W wieku 24 lat otrzymał godność pisarza wielkiego litewskiego, a więc urząd do którego wielu dochodziło u szczytu swej kariery. W końcu XVIII w. w jego rękach znalazły się nici polskiej polityki zagranicznej, jako sekretarza do tych spraw w Radzie Nieustającej (od 1782) i w straży postawionej przy królu przez Konstytucję 3 Maja. Uczestniczył w najważniejszych wydarzeniach tego okresu, m.in. podróżował z królem na zjazd do Kaniowa (1787), podpisywał traktat pokojowy z Prusami (1790), posłował na sejmy Rzeczypospolitej. W 1790 r. odznaczono go najwyższym polskim orderem, Orła Białego, a w 1792 r. został generalnym dyrektorem poczt w Koronie i na Litwie. Upadek Rzeczypospolitej sprawił, że kariery polityczne obu braci zakończyły się z woli zaborców w twierdzach w Ołomuńcu i w Głogowie.

W ostatniej próbie ratowania upadającej Rzeczypospolitej piękną kartę zapisali czterej bracia Dzieduszyccy: Antoni kierował wydziałem dyplomatycznym Rady Narodowej, Walerian pracował jako agent Kościuszki na rzecz insurekcji we Lwowie, Wawrzyniec jako jeden z adiutantów znalazł się u boku Kościuszki w czasie bitew pod Racławicami i Szczekocinami, a Józef walczył jako młodociany ochotnik. Po upadku zrywu niepodległościowego Walerian stanął na czele konspiracyjnej Centralizacji Lwowskiej, pierwszej ogólnopolskiej organizacji spiskowej na ziemiach polskich po trzecim rozbiorze, stawiającej sobie za cel wznowienie walki o niepodległość w oparciu o pomoc Francji. Utrzymywano ścisłe kontakty z paryską Deputacją, uznawaną za legalną władzę polską na wychodźstwie. Wspierano też finansowo tworzone we Włoszech Legiony Polskie. Dla Waleriana konsekwencją wykrycia spisku było odebranie godności szambelańskiej, aresztowanie w maju 1797 r. i po długim procesie osadzenie w twierdzy w Ołomuńcu, skąd został uwolniony w lutym 1800 r. Antoniego władze pruskie zamknęły już w lipcu 1794 r. i na krótko osadziły w twierdzy głogowskiej.

Ponadprzeciętne walory umysłowe prezentowały też siostry owych 4 braci, które na tle swej epoki wyróżniały się zarówno wykształceniem, jak i samodzielnością myślenia. Ciekawe, że w swym dojrzałym życiu wypełniały zgoła męskie wówczas role: osobiście zarządzały majątkami, wprowadzały innowacje gospodarcze, interesowały się polityką i podejmowały decyzje odnoszące się do przyszłości rodziny. Swobodnie posługiwały się kilkoma językami, przy czym Ludwika tłumaczyła nawet z włoskiego prace filozoficzne, ale w ich salonach mówiło się tylko po polsku. Weszły w znaczące na przełomie XVIII i XIX w. pozostawiła po sobie jedynie Justyna Działyńska (1761-1844), której życiem udanie pokierował w pewnym momencie brat Antoni. Z małżeństwa z Ksawerym Działyńskim pozostawiła troje dzieci: Paulinę, Tytusa i Klaudynę (Potocką). Ta ostatnia zyskała sławę najpierw jako samarytanka w okresie powstania listopadowego, a następnie jako opiekunka tułaczy na emigracji. W Dreźnie założyła Komitet Dobroczynności Dam Polskich (1831), a w jej otoczeniu znaleźli się m. in. Stefan Garczyński, Adam Mickiewicz, Antoni Odyniec, Wincenty Pol. Patronowała utworzonemu w Szwajcarii Związkowi Młodej Polski (1834), poeci poświęcali jej swe utwory. 

Czysto teoretyczne były godności Dzieduszyckich w Rządzie Wojskowym Tymczasowym powołanym w 1809 r. po zajęciu Galicji przez wojska Księstwa Warszawskiego. Walerian został powołany na tzw. dozorcę w rządzie, a na niższych stanowiskach znaleźli się również: jego syn Ludwik (1778-1851), będący dozorcą administracji i dóbr narodowych oraz bracia: Józef (dozorca izby rachunkowej) i Wawrzyniec (dozorca loterii, stempla itp.). Józef zaciągnął się potem do wojska, służąc w randze kapitana w pułku piechoty Księstwa Warszawskiego. Dowodzoną przez siebie kompanię grenadierów umundurował na własny koszt. W 1813 r. bronił twierdzy Zamość, a po jej upadku wystąpił z wojska. 

Niemal w każdym pokoleniu Dzieduszyckich dostrzegamy zamiłowanie do kolekcjonerstwa i badań naukowych. Wspomniane już zbiory Jerzego Dzieduszyckiego uległy rozproszeniu po śmierci jego żony, przy czym część znalazła się później w księgozbiorze Waleriana w Potoczyskach i tę spadkobiercy przekazali do Zakładu Narodowego Ossolińskich we Lwowie. Znaczna ilość rękopisów trafiła do tworzonej w Poturzycy biblioteki Józefa Dzieduszyckiego, który zgromadził kilkanaście tysięcy dzieł i druków z zakresu historii i literatury polskiej, łacińskiej i francuskiej. Podstawą kolekcji, nazwanej od siedziby właściciela Biblioteką Poturzycką, były druki z XVI-XVII w., które starał się uzupełniać rękopisami oraz współczesnymi mu wydawnictwami. Jako jeden z nielicznych w Galicji posiadał niemal kompletny zbiór rozporządzeń austriackich wydawanych po włączeniu ziem polskich do monarchii habsburskiej. Prowadził wymianę z innymi bibliofilami, np. z Augustem Bielowskim, Tytusem Działyńskim, Gwalbertem Pawlikowskim, czy kustoszami sieniawskiej biblioteki Czartoryskich. Szczególnie bliskie kontakty łączyły Józefa Dzieduszyckiego z siostrzeńcem, a jednocześnie szwagrem, Tytusem Działyńskim, założycielem wspaniałej Biblioteki Kórnickiej.

Józef Dzieduszycki tworzył swą bibliotekę po amatorsku, ale dzięki sporym uporządkowane, to jednak stanowiły cenny i znany już w Galicji zbiór bibliofilski. Do swego skromnie prowadzonego pałacu często zapraszał znanych profesorów uniwersyteckich, artystów i literatów, dla których był zarówno autorytetem, jak i mecenasem.

Właściciel Poturzycy szybko zyskał w galicyjskim środowisku naukowym i artystycznym opinię hojnego mecenasa. W 1832 r. sfinansował wyprawę w Tatry wybitnego geologa Ludwika Zejsznera, a z przywiezionych przez niego trzech zbiorów minerałów jeden przekazał synowi Włodzimierzowi, a dwa pozostałe ofiarował Towarzystwu Naukowemu Krakowskiemu i Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich. Bezinteresowne finansowanie badań naukowych zostało dostrzeżone przez Krakowskie Towarzystwo Naukowe, które w 1834 r. powołało Józefa Dzieduszyckiego na swego członka czynnego.

Maurycy Dzieduszycki (1813-1877) wstąpił do służby publicznej w 1836 r., zyskując z czasem opinię bardzo kompetentnego urzędnika. Został sekretarzem gubernialnym (1844), członkiem stanów krajowych (1847), radcą namiestnictwa (1854), szambelanem dworu wiedeńskiego (1855), radcą dworu. Lojalny wobec Wiednia, znalazł się w trudnej sytuacji w okresie Wiosny Ludów. Należał wówczas do Gwardii Narodowej, a na wezwanie Centralnej Rady Narodowej przygotował w języku niemieckim wywód polskich praw do Księstwa Oświęcimskiego i Zatorskiego, w którym rozprawiał się z argumentami strony niemieckiej. Broszurę tę wydrukowano w Wiedniu i rozesłano posłom do parlamentów frankfurckiego i wiedeńskiego. Publikacja ta nie zaszkodziła jego karierze, jako że po upadku Wiosny Ludów znalazł się w wąskim gronie polskich arystokratów, obdarzanych zaufaniem administracji austriackiej. W 1851 r. został mianowany zastępcą kuratora literackiego Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie (przed nim stanowisko to pełnił w latach 1834-51 Tytus Dzieduszycki, s. Wawrzyńca). Stał się osobą znaną w kręgach dworskich, dobrze kojarzoną w rodzinie panującej, co wykorzystywał dla wspomagania różnych inicjatyw obywatelskich (zwłaszcza o charakterze religijnym) wychodzących z Galicji. W 1856 r. urządził przy kościele Marii Magdaleny we Lwowie pierwszy w Galicji zakład karno-poprawczy dla występnych kobiet.

Oficjalnie tytuł zastępcy kuratora otrzymał dopiero w 1864 r., a pełnił tę funkcję do 1869 r. Okoliczności powierzenia mu zarządu Ossolineum nie przysporzyły mu przyjaciół. Stał się osobą źle widzianą zarówno w kręgach polskiej inteligencji, jak i ziemiaństwa. Nie zmieniło tego jednoznaczne poparcie dworu wiedeńskiego, co widoczne było podczas jesiennej wizyty cesarza w Galicji. Został nie tylko przyjęty dwukrotnie na audiencji, ale też zaproszony przez szambelanem, a zaraz potem powierzono mu obowiązki osobistego nauczyciela arcyksięcia Karola Ludwika, który przez pół roku przebywał we Lwowie. Maurycy uczył codziennie 22­-letniego brata cesarza języka polskiego.

Maurycy Dzieduszycki był autorem wielu prac historycznych, a korzystając ze wspaniałych zbiorów Ossolineum gromadził dokumenty odnoszące się do historii własnej rodziny. Na ich podstawie opracował Kronikę domową Dzieduszyckich, którą w nakładzie 200 egzemplarzy wydał drukiem w 1865 r. Był historykiem-amatorem, poszukującym z pasją interesujących go śladów w przeszłości, ale tendencyjnym w sądach, instrumentalnie wykorzystującym faktografię. W 1864 r. został odznaczony przez papieża Piusa IX komandorią św. Grzegorza Wielkiego. Pod koniec życia zaangażował się w obronę kościoła greckokatolickiego w Rosji, przewodniczył komitetowi zawiązanemu w celu niesienia pomocy księżom greckokatolickim usuwanym z diecezji chełmskiej.

Eugeniusz Dzieduszycki (1801-1857), syn Wawrzyńca, był znanym w Krakowie kolekcjonerem dzieł sztuki (makaty wschodnie spod Wiednia, materie słuckie, stara broń, obrazy) i książek. Wraz z ks. Władysławem Sanguszką należał do grona założycieli Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Jego syn Mieczysław (1832-1872), filantrop, literat i działacz społeczny, był jednym z założycieli Towarzystwa Oświaty Ludowej, wspierał "Gwiazdkę Cieszyńską", przyjaźnił się z A. Cinciałą z Cieszyna. Fundował i dofinansowywał czytelnie oraz wypożyczalnie książek dla ludu i dla Żydów.

Juliusz Dzieduszycki (1817-1885), wnuk Dominika, był jednym z najbardziej znanych hodowców koni w Galicji, właścicielem stadniny jarczowieckiej pod Zborowem. W latach 1844-45 odbył podróż na wschód [Ateny, Kair, Bejrut, Damaszek, Akka, Jerozolima, Gaza, Smyrna, Carogród, Bukareszt, Siedmiogród], opisaną w sposób humorystyczny przez Szczęsnego Morawskiego. Kosztowało go to 40 tys. fl, ale przywiózł 5 ogierów i 3 klacze czystej krwi arabskiej, co przyniosło sławę jego stadninie i ściągało znawców i hodowców z całej Europy. Wśród nich byli też członkowie rodziny panującej: cesarz Franciszek Józef (1851), jego brat arcyksiążę Karol Ludwik (1854). O Juliuszu pisano wiersze (Wincenty Pol), ale stadninę jarczowiecką rozsławił szczególnie zaprzyjaźniony z właścicielem Juliusz Kossak. Warto wspomnieć, że Juliusz Dzieduszycki ożenił się z Zofią Bobrówną, córką słynnej Joanny z Gorzkowskich, muzy Krasińskiego i Słowackiego. Zofia była adresatką znanego wiersza Juliusza Słowackiego W pamiętniku Zofii Bobrówny. Po śmierci Juliusza część stadniny wysprzedano, a resztę odziedziczył jego bratanek Wojciech (Tunio) Dzieduszycki (1848-1909), którego jednakże nie pasjonowała hodowla, a zajmował się głównie nauką i polityką. Był znanym publicystą, estetykiem, prof. filozofii na Uniwersytecie Lwowskim, konserwatorem zabytków sztuki w Galicji, prezesem galicyjskiego Tow. Archeologicznego we Lwowie, członkiem korespondentem krakowskiej AU. Posłował do Sejmu Galicyjskiego (1877-1909) i do Rady Państwa w Wiedniu, gdzie przez lata odgrywał niepoślednią rolę, przewodził m.in. Kołu Polskiemu, był ministrem dla spraw Galicji (1906­7), tajnym radcą cesarskim. Wspaniały mówca, skuteczny polemista, miał tyluż przyjaciół co wrogów. Ceniony w środowisku prawicowych polityków, bezpardonowo atakowany przez przeciwników. Zebrał znaczącą kolekcję obrazów, starych ikon i malarstwa tablicowego. Część obrazów kupił na Węgrzech podczas licytacji galerii jednego z ks. Esterhazych. Z malarzy polskich w Jezupolu zgromadzono dzieła Franciszka Żmurki, Jana Styki, Artura Grottgera. Około 160 prac Juliusza Kossaka (rysunki, akwarele, karykatury) zawierał ogromny album prezentujący sceny z życia dworu w Jarczowcach, portrety Dzieduszyckich i koni ze stadniny. Księgozbiór zgromadzony w Jezupolu głównie przez Wojciecha liczył około 15 tys. woluminów. Przed śmiercią zapisał miastu Lwów kolekcję 40 cennych obrazów, głównie mistrzów włoskich.

Aleksander Dzieduszycki (1874-1949), nazywany "Lesiem", syn Stanisława i Karoliny z Darowskich, zamiłowany koniarz. Ukończył z wyróżnieniem Teresianum w Wiedniu (1893) oraz Akademię Wojskową w Wiener Neustadt. Później studiował też w Wyższej Szkole Wojennej (akademii sztabu generalnego) w Wiedniu. Służąc przy sztabach w Galicji zapoznawał się ze stadninami Sanguszków w Gumniskach, Potockich w Łańcucie i Witolda Czartoryskiego w Pełkiniach, a podczas urlopów zwiedzał m.in. stadniny węgierskie. Odziedziczony, skromny majątek, nie pozwalał na utrzymanie własnej stadniny. Przed wybuchem I wojny św. rozpoczął pracę w dyplomacji, jako attache wojskowy (od III 1914) przy ambasadzie austriackiej w Madrycie. Pozostawał tam przez cały okres wojny, zapoznawał się z hodowlą koni na Półwyspie Iberyjskim, konspiracyjnie działał w Hiszpanii na rzecz sprawy polskiej, awansował do stopnia podpułkownika. Po zawieszeniu broni pozostał w Hiszpanii do jesieni 1919 r. W swoim mieszkaniu zorganizował w październiku 1918 r. polską agencję prasową, na czele której stanęli: Eugeniusz Frankowski (późniejszy prof. Uniwersytetu Poznańskiego), artysta malarz Józef Pankiewicz i literat Tadeusz Peiper. Mianowany w początku 1919 r. oficjalnym polskim delegatem w Madrycie, spowodował, że rząd hiszpański jako jeden z pierwszych uznał niepodległość Polski

Od października 1919 r. został polskim posłem nadzwyczajnym i ministrem pełnomocnym w Kopenhadze, zajmował się m. in. kilkoma tysiącami polskich sezonowych robotników rolnych, których wojna zaskoczyła w Danii. Udało mu się zmienić wrogie nastawienie do Polaków, czego wymownym rezultatem były znakomite wyniki akcji dobroczynnej "pro Polonia". Pod koniec 1920 r. do Dęblina wysłano kompletny duński szpital, a rezultatem akcji finansowej na rzecz Czerwonego Krzyża było wybudowanie w Warszawie całego pawilonu za duńskie pieniądze. Misja polska w Kopenhadze spowodowała, że w 1921 r. - po wybuchu na kresach zarazy u bydła - wysłano do Polski grupę specjalistów lekarzy weterynarii, a co roku przebywało w Danii kilku polskich praktykantów rolnych. W latach 1922-24 Aleksander był jednocześnie posłem polskim w Norwegii. Powrócił z wysokimi odznaczeniami: Wielką Wstęgą duńskiego orderu Danobrog i norweskiego orderu św. Olafa.

Po przejściu na emeryturę (1925), całkowicie poświęcił się swej największej pasji: koniom. Piastował urząd prezesa komisji ds. licencjonowania ogierów w szeregu powiatów, a przede wszystkim zajął się organizacją Towarzystwa Hodowli Konia Arabskiego w Polsce, które ostatecznie powołano do życia w Warszawie w 1926 r., a Aleksander został jego pierwszym (i jedynym) prezesem. Towarzystwo propagowało działalność hodowlaną, podjęło systematyczne prowadzenie i wydawanie drukiem ksiąg stadnych, organizowało wyścigi i eksport koni arabskich. W półoficjalnej misji Aleksander podróżował po Ameryce Płd., zapoznał się z hodowlą koni wyścigowych w Peru, zwiedzał hipodromy w Chile, Argentynie i Brazylii. W następnych latach zwiedzał też stada na Sycylii i w płd. Hiszpanii. Był członkiem Instytutu Społecznego w Warszawie, długoletnim członkiem zarządu Towarzystwa Zachęty do Hodowli Koni w Warszawie, Lwowie, Lublinie i Piotrkowie Trybunalskim oraz Towarzystwa Międzynarodowych i Krajowych Zawodów Konnych. Zajmował się powołaniem do życia Wyższej Szkoły Dziennikarstwa i budową dla niej siedziby w Warszawie przy ul. Rozbrat (ukończona na kilka lat przed wojną), gdzie swe miejsce znalazło też Towarzystwo Hodowli Konia Arabskiego. Podczas wojny bronił stanu posiadania uczelni i THKA, ale budynek wraz z wyposażeniem i biblioteką został spalony w czasie Powstania Warszawskiego.

Po powstaniu wyjechał do Krakowa, gdzie też przeniósł siedzibę Towarzystwa. W 1947 r. władze komunistyczne rozwiązały Towarzystwo Hodowli Konia Arabskiego, a Aleksander bezskutecznie starał się wznowić jego działalność. Po wojnie represjonowany przez władze komunistyczne, zamieszany w aferę Grocholskiego, Wołkowickiego i in., nękany przesłuchaniami w UB, załamał się psychicznie i popełnił samobójstwo skacząc w 1949 r. z budowanego w Krakowie Banku Handlowego. UB wypytywało go o sprawy sprzed I wojny światowej, z okresu, gdy był w garnizonie w Przemyślu, próbowało wymusić na nim zeznanie, że Józef Piłsudski był agentem niemieckim.

Wyjątkowe miejsce w dziejach rodziny zajął Włodzimierz Dzieduszycki (1825-1899), marszałek Galicyjskiego Sejmu Krajowego, członek wiedeńskiej Izby Panów, powszechnie szanowany tak w Galicji, jak i w Monarchii Habsburskiej, za swą działalność w życiu publicznym, szczególnie na polu społeczno-gospodarczym i kulturalnym. Pozostawił po sobie wspaniałe Muzeum Przyrodnicze we Lwowie, które stworzył od podstaw i ofiarował krajowi. Pomnożył zbiory odziedziczonej po ojcu Biblioteki Poturzyckiej. Obie te instytucje materialnie zabezpieczył na utworzonej Ordynacji Poturzycko-Zarzeckiej. Był znanym w Galicji mecenasem nauki i kultury, opiekunem artystów i powstańców, cenionym specjalistą od muzealnictwa, organizatorem wystaw rolniczo-przemysłowych. Położył ogromne zasługi dla rozwoju tzw. przemysłu domowego, poznania i propagowania kultury ludowej, tak polskiej, jak i ukraińskiej. Przyczynił się do powołania w Galicji Towarzystwa Łowieckiego, propagowania ochrony przyrody. Należał do nielicznego grona osób powszechnie akceptowanych w wielonarodowym środowisku Lwowa, łagodzącym ostre niekiedy spory Polaków z Ukraińcami. U obu też nacji pozostawił po sobie dobrą pamięć, coraz częściej wykorzystywaną w przywracaniu normalnych relacji w stosunkach polsko-ukraińskich1.

Kazimierz Karolczak

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

1 Więcej o Włodzimierzu Dzieduszyckim w artykule: Pracowite życie reprezentanta "warstwy próżniaczej"... Włodzimierz hr. Dzieduszycki (1825-1899).